piątek, 28 kwietnia 2017

MATOWE POMADKI | Sephora, Bourjois, Eveline, Avon.



Uwielbiam matowe pomadki! 💄
Od kilku lat popularne, weszły do mody i wyjść nie chcą. ;) Ostatnio tylko takie kupuję i tak się w nich sobie podobam, że zakupom szminek nie ma końca. ;P Postanowiłam zebrać kilka w dzisiejszym poście, porównać i podzielić się wrażeniami.
Większość to wszelakiego rodzaju róże, ale i na czerwień się skusiłam. ;)
Zapraszam zatem do ich przeglądu. 


Moje pierwsze pomadki matowe to te z Bourjois. Pamiętam, że kupiłam sobie wtedy dwie w różnych odcieniach czerwieni. Jedną z nich tu zaprezentuję.


Bourjois Rouge Edition Velvet w kolorze  03 Hot Pepper. Konsystencja płynna, rozprowadza się cienką warstwą. Daje kryjący, ale trochę kremowy mat. 
Jest to jasna, jaskrawa i soczysta czerwień pięknie wyglądająca na ustach. 


Trwałość średnia, chociaż dzięki kolorowi dłużej się utrzymuje niż w przypadku bledszych kolorów. Bardzo lubię tę pomadkę, czuję się w niej modnie i kobieco.


Bourjois Rouge Edition Velvet w kolorze 11 So Hap'pink. Właściwości takie same jak koleżanka wyżej. Kolor mnie zauroczył, jest to dziewczęcy, cielisty róż.


Na zdjęciu widać warstwę świeżo po nałożeniu (górna warga) oraz już zaschniętą (dolna warga). Niestety ten kolor nie pokrywa dobrze, są prześwity i trzeba go więcej nałożyć, żeby usta były ładnie i równomiernie pokryte. Trwałość pomadki ok. 2 godzin. Pozostawia mały dyskomfort związany z odczuciem suchych ust. Ostatecznie, po jakimś czasie obcowania z nią nie jestem zbytnio zadowolona z tego koloru i ogólnie efektu na ustach po zaschnięciu.

Kolejne pomadki to też pomadki w płynie, ale marki Eveline. Dostałam je w prezencie od przyjaciółki, też blogerki, TURKUSOOWA pozdrawiam :*. 


Eveline Velvet Matt w kolorze Cashmere Pink 413. Płynna, rozprowadza się cienką warstwą, w odczuciu jest wręcz kredowa. Daje 100 % mat, nawet lekko wysusza usta. Trwałość ok.2 godziny. 


Kolor to taki przykurzony róż w kierunku maliny. Bardzo lubię ten kolor, ale za często nosić się go nie da ze względu na właściwości wysuszające.


Eveline Velvet Matt w kolorze Mystic Rose 412. Kolor jaśniejszy, koralowy róż, bardzo go lubię na ustach.


Kolejna to nowość z Sephory. Skusiłam się po zdjęciach na IG.


Sephora Cream Lip Stain w kolorze 13 Marvellous Mauve. 



Pomadka w płynie, ale konsystencję ma kremową. Pokrywa usta grubszą, kremową, puszystą warstwą. Pięknie matuje i nie wysusza. Bardzo podoba mi się efekt. Kolor ciemny, brudny róż wpadający w jagodowy.

Są też w mojej kolekcji pomadki matowe w sztyfcie. Obie z Avonu.


Avon, matowa pomadka Pure Pink. Tu również skusił mnie naturalny, cielisty, dziewczęcy i ciepły róż.


Daje matowo-kremowy efekt na ustach. Pokrywa je równomiernie. Trwałość niewielka, 2 godziny i trochę nierównomiernie schodzi, ale to też chyba zależy od stanu ust. Po gładkich i nawilżonych gładko sunie.


Avon, matowa pomadka Adoring Love. Żarówka na specjalne okazje. ;)


Pokrywa usta równomiernie i lepiej niż jaśniejsza koleżanka.

Uwielbiam efekt matu na ustach i wszystkie moje kolory lubię, ale gdybym miała wybrać najlepsze i polecić je ze względu na efekt, trwałość i dbałość o usta to zdecydowanie pierwsze miejsce jest dla pomadki z Sephory i drugie dla pomadek Avonu. Te polecam z pełną odpowiedzialnością.
Wiem, że jest jeszcze dużo fajnych pomadek matowych na rynku, których nie miałam okazji wypróbować, ale wszystko przede mną. Może Wy macie jakieś godne polecenia?





poniedziałek, 24 kwietnia 2017

BE GLOSSY KWIECIEŃ 2017


Witajcie,
przybywam do Was dzisiaj ze świeżutkim pudełeczkiem Be Glossy. :) 
Wrrróć! Tym razem to nie pudełeczko, a kosmetyczka. ;D Ładna, różowa z czarnym zamkiem, utrzymana w minimalistycznym stylu. Dosyć pojemna z chropowatego materiału.
Kosmetyczka jest wypełniona kosmetykami i jak zwykle mnóstwem ulotek do przeróżnych sklepów z rabatami 10-15%.


Obecna edycja zatytułowana została My Way, a jej motto to: Testuj, poznawaj, odkrywaj! My zabierzemy Cię w wirtualną podróż dookoła świata, a Ty możesz zabrać swoje nowe kosmetyki w podróż, dokądkolwiek chcesz! Gdziekolwiek jesteś - bądź GLOSSY!
Hm, trochę naciągane, nie widzę związku między tymi kosmetykami a podróżą dookoła świata. ;] No ale, mniejsza o to, szczególnie, że zawartość "boxu" w tym miesiącu bardzo mi odpowiada. :)


Zacznijmy od kosmetyków "ujawnionych" ;), czyli tych, których obecność w paczce firma Be Glossy zdradziła nam wcześniej na swojej stronie.


Organique Nude Beauty Balm. Wielofunkcyjny krem upiększający łączący działanie kremu matującego i delikatnego podkładu. Zastosowane pigmenty dostosują się do karnacji cery, a zmikronizowany puder ryżowy zapewni matowe wykończenie. Posiada również filtr SPF 15. Produkt pełnowymiarowy. Bardzo się cieszę z tego kremu i nie mogę doczekać testowania. :)


Biolaven Płyn Micelarny. Oczyszczająco-łagodzący płyn do demakijażu. Zawiera olejek eteryczny z lawendy i olej z pestek winogron. Bardzo intensywnie pachnie. Dodana do niego była książeczka z dokładnie opisanymi produktami Sylveco + dwie próbki; krem na noc i krem na dzień. Produkt pełnowymiarowy. Też mnie ucieszył. :)


Schwarzkopf got2b. Suchy szampon, odświeża i oczyszcza włosy. Dodatkowo przeciwdziała przetłuszczaniu się włosów i ma nie pozostawiać białych śladów na włosach. Oczywiście od razu sprawdziłam ;P i pozostawia tak jak każdy suchy szampon, trzeba to po prostu rozetrzeć. Fajny, owocowy zapach i poręczna buteleczka w gramaturze 100 ml. Również z tego produktu jestem zadowolona, ponieważ czasami jestem zmuszona użyć suchego szamponu i ostatnio właśnie myślałam o jakiejś mniejszej pojemności do torebki. :)


Nivea Creme Oil Pearls. Żel pod prysznic o zapachu kwiatu wiśni, zawiera drogocenne perełki olejków, wzbogacony o olejek arganowy. 
Nie przepadami za produktami Nivea i obecność takiego drogeryjnego kosmetyku w boxie jest dla mnie niewypałem, zapychaczem. Żel jak żel, zużyje się, ale to słaba pozycja. :/ Produkt pełnowymiarowy.


Laboratorium Femi Olejek Ujędrniający Do Ciała Flori. Nasycony wonią naturalnych olejków eterycznych m.n. z kadzidłowca, mirry i palmarozy ujędrnia i rewitalizuje skórę ciała.
Ponadto nawilża i wygładza, a także niweluje rozstępy i redukuje cellulit.
Zawiera naturalne oleje roślinne jojoba oraz skwalan z oliwek, a także wyciąg z kaparów i naturalną witaminę E, które działając razem potęgują odżywcze działanie olejku. 
Olejek zawiera naturalne składniki aktywne, najwyższej jakości.
Nie znam produktów Femi, postanowiłam więc zajrzeć na ich stronę, żeby zapoznać się z nimi bliżej. Są to produkty ekologiczne z bardzo dobrym składem i na dokładkę w bardzo wysokich cenach. Ten olejek na przykład, w wersji pełnowymiarowej kosztuje 160 zł. Tutaj mamy miniaturkę, ale propozycja przetestowania czegoś o tak dobrych właściwościach jest bardzo dobrym pomysłem. Ja już testuję i czekam na efekty ;), tylko zapach jest ciężki do zaakceptowania.


Farmona Dermiss 0'5 Oxygen Energising. Dotleniająca i regenerująca maska do twarzy. Redukuje też oznaki zmęczenia i nadreaktywności skóry oraz przywraca skórze zdrowy i promienny wygląd. W saszetce mieszczą się dwie maseczki. Nie jest to może jakiś szał, no ale ;), lubię maseczki, więc z ciekawością ją przetestuję. 

Podsumowując, mnie zawartość w tej edycji zadowala. A Wam jak się podoba? Co wydaje się Wam najbardziej interesujące? 
 :)

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

MARCOWE NOWOŚCI



Witajcie :)

Dzisiaj mam dla was trochę nowości, które wpadły do mojego koszyczka w marcu. Niestety (dla tego wpisu) albo stety (dla mojego portfela) jest ich mało. ;)
Trochę jestem nawet dumna z siebie, że potrafiłam nie być rozrzutna, co mam w zwyczaju ;P.




Poszalałam sobie tylko w Sephorze, a było to dokładnie w Dzień Kobiet, więc usprawiedliwiona. ;)
Skusiłam się na 2 maski w płachcie.
Tony Moly Age-Defying Snail Hydro-Gel - ślimakowa, hydrożelowa maska odmładzająca, która ujędrnia, nawilża, odżywia i rozświetla.
Too Cool For School Egg Cream Mask - maska ściągająca pory z ekstraktem z octu i białka jajka kurzego. Maskę już zdążyłam wypróbować i recenzja do niej mieści się TUTAJ



Too Faced Better Than Sex - miniatura tuszu do rzęs. Wciąż poszukuję idealnego, więc wygodnie mi kupować miniatury i sprawdzać. :)
Atomizer Sephora by Travalo - zakupiłam sobie atomizer do torebki, żeby nie musieć codziennie tachać ze sobą całej butli, a perfumy, wiadomo, muszą ze mną cały czas być. ;)
Sephora Cream Lip Stain - pomadka o aksamitnym, matowym wykończeniu, nr 13 Marvelous Mauve (ciemny, brudny róż).  Pięknie wygląda i trzyma się na ustach.



Himalaya Herbals Intensive Moisturizing Cream with Vitamin E - Krem do twarzy, rąk i ciała z olejkiem z migdałów i kiełkami pszenicy. Krem dostałam do testów z Wizażu, niestety bardzo słaby skład z parafiną na czele. No i jeszcze to, że jest do twarzy i ciała... Do wszystkiego. Skończy pewnie na ciele.

*

Jako, że kosmetyków mało było w tym miesiącu to wrzucę jeszcze swój nabytek niekosmetyczny. Na taką oto torebkę skusiłam się na wiosnę. ;) 
Torebka jest z Clarksa.


sobota, 8 kwietnia 2017

MARCOWE DENKO czyli minirecenzje w 3 odsłonach

Witajcie :)

Marzec minął, zawitała wiosna, czas więc na podsumowanie miesiąca i jego kosmetyczne konsekwencje.  ;) 
Tym razem uzbierało się całkiem dużo kosmetyków, pokuszę się zatem o ich podsumowanie w skrócie.



1#


Nubea Equisebo Hair Pharma - szampon normalizujący do włosów przetłuszczających się z olejkami eterycznymi z szałwii, sosny i goździka. Miał zlikwidować szybkie przetłuszczanie się włosów. ;) Nie był zły, włosy były ładne, błyszczące, może odrobinkę dłużej świeże, ale to jednak nie to czego oczekiwałam, ponieważ znacząco nie przedłużył ich świeżości. Dodatkowo jego cena jest bardzo wysoka (ok.100 PLN), więc pomimo przyjemnego użytkowania więcej już na niego się nie skuszę.
Vis Plantis Basil Element - maska wzmacniająca przeciw wypadaniu włosów Bazylia + Argan. Z maseczki byłam bardzo zadowolona. Włosy były gładkie,miękkie, sypkie i faktycznie wypadanie ich zostało ograniczone. Pełna recenzja TUTAJ
Oriflame Giordani Gold Essenza - perfumowany krem do ciała. Kupiłam go w komplecie z perfumami Giordani Gold Essenza. Zapach bardzo elegancki i wiosenny (białe kwiaty z bergamotką). Krem bardzo łatwo się rozsmarowuje, wchłania i nawilża skórę. Całkiem porządny kosmetyk, jestem na tak. ;)
Yves Rocher Kwiat Pomarańczy i Migdał - żel pod prysznic. Bardzo lubię żele z tej serii, zawsze mają ciekawe kompozycje zapachowe. W tym dominował kwiat pomarańczy i bardzo przyjemnie się go używało. Jestem na tak i kupuję kolejne zapachy. :)


2#


Yves Rocher Serum Vegetal - tonik do cery dojrzałej, bezalkoholowy. Konsystencja toniku jest trochę gęstsza, przypomina zawiesinę. Ja byłam z tego toniku zadowolona i może do niego wrócę. 
Oriflame Optimals - żel do mycia twarzy do cery normalnej i mieszanej. Żel jak żel, niczym wyjątkowym się nie wyróżniał, nie wywołał zachwytu, nic złego też nie zrobił. Ot taki zwyklak o nudnym zapachu. Bardzo wydajny albo mi się po prostu dłużył. ;) Nie sięgnę po niego ponownie.
Avon Solutions - krem zimowy na dzień. Dopiero w marcu mi się skończył, bardzo wydajny krem. Uwielbiam go. :) Skóra jest milutka, lekko natłuszczona, chroniona przed mrozem. Zawiera drobinki miki i w słońcu skóra jest rozświetlona, wydaje się młoda i pełna energii.
Avon Anew Clinical - płatki peelingujące z 10% kwasem glikolowym. Kupione na przebarwienia. Kiedyś już je miałam i sprawdziły się, tym razem niestety przebarwienia nie zniknęły. Zawiodły mnie i na pewno już więcej ich nie kupię. 
The Body Shop Tea Tree - olejek z drzewka herbacianego. Olejek ten ma szerokie zastosowanie, ale ja go kupiłam na problemy skórne. Ładnie goi, działa przeciwzapalnie i wycisza pryszcze. Kupię go ponownie, w ogóle uwielbiam tę serię, naprawdę działa! :) 


 3#


Avon Glimmerstick Spacey Silver - wykręcana kredka do oczu. Bardzo lubię wykręcane kredki avonowe, wygodnie się nimi operuje, są miękkie i ładnie się prezentują na powiece. Tu mamy dodatkowy komfort, nie trzeba temperować. Kolor Spacey Silver to czarny ze srebrnymi drobinkami. Drobinki te są rzadko rozłożone, ale jednak taka wersja nie za bardzo mi przypadła do gustu. Kredki wykręcane - tak. Wersje z drobinkami - nie. 
Collistar Mascara Infinito - tusz do rzęs , który miał wydłużać, pogrubiać i podkręcać rzęsy, a tylko osypywał się i zostawiał grudki na rzęsach. Nie byłam z niego zadowolona. Pełna recenzja TUTAJ
Revlon Colorstay 180 Sand Beige - podkład do cery tłustej i mieszanej, trwały i kryjący. Popularny w światku kosmetycznym, lubiany i polecany, ale mnie nie zachwycił. Robi efekt maski, jest lepki na twarzy, gruby, trochę się błyszczy i kolor nieładny, ziemisty.
Avon Nail Experts - bezbarwna odżywka przeciw łamaniu się i rozdwajaniu się paznokci.Kupuję ją często i stosuję jako bazę lub bezbarwny lakier.

To wszystkie moje zużycia. Na szczęście jest ich więcej niż nowych nabytków, o których niebawem. ;)

piątek, 31 marca 2017

TOO COOL FOR SCHOOL | EGG CREAM MASK PORE TIGHTENING


Hej, hej :) 

Wiosna nadchodzi wielkimi krokami, robi się ciepło i słonecznie, czas więc na zmianę wizerunku i poprawki urody. Ja wzięłam się za to drugie i zgromadziłam całkiem duży zapas maseczek do testowania, zarówno tych modnych i popularnych w płachcie, jak i tradycyjnych. Na pierwszy rzut poszła maseczka najbardziej mnie interesująca, a mianowicie maska zwężająca pory z ekstraktami jajka i octu. Jako, że jestem posiadaczką cery przetłuszczającej się z rozszerzonymi porami, których jak powszechnie wiadomo nie da się pozbyć, to jak widzę kosmetyk obiecujący ich zmniejszenie zawsze łapię go z nadzieją: " a nuż zadziała!" ;)
Czy maska zadziałała?




Maska jest przeznaczona do cery tłustej z rozszerzonymi porami, a jej zadaniem jest redukować i zwężać pory skóry. Ma postać płachty, która jest nasączona albuminą (białko jaja) dla właściwości zwężających pory oraz octem dla właściwości oczyszczających skórę. Płachta jest zrobiona z bardzo miękkiej i delikatnej mikrofibry, a od spodu ma sztywną, foliową kratkę, którą zdejmujemy przy aplikacji płachty.



Samej płachcie zdjęcia nie robiłam, bo była bardzo nasączona i nie chciałam jej na niczym kłaść. Nałożyłam od razu na twarz i muszę Wam powiedzieć, że trzymanie tej maski na twarzy to czysta przyjemność! Tak mięciutkiej i milutkiej płachty jeszcze nie doświadczyłam. :)
Substancja nasączająca ma konsystencję typową dla białka jaja kurzego. Zapach ma delikatny i miły dla nosa (na szczęście, bo obawiałam się zapach octu ;)).
Maskę należy trzymać 20 minut. Przetrzymałam niechcący o parę minut, ale nic się twarzy nie stało. ;) 
Jakie wrażenia? Skóra jest wygładzona, nieco ściągnięta (ale bez dyskomfortu) i jest mniej przetłuszczona, ale niestety pozytywnego działania na pory nie zarejestrowałam. Działanie minimalne jest, ponieważ czuje się, że skóra jest ściągnięta i gładka, ale pory pozostają w tym samym rozmiarze. 
Tak więc nie ustaję w poszukiwaniach specyfiku zwężającego pory i tym samym daję sobie przyzwolenie na dalsze zakupy i testowania. ;)

A Wy jeśli znalazłyście już takie cudo to podzielcie się odkryciem. :)

poniedziałek, 27 marca 2017

NACOMI KAWOWY PEELING CUKROWY DO CIAŁA


Lubicie peelingi? Ja nie. :) Ale wiedząc jak dużo dobrego robi peeling naszej skórze staram się przemóc i brać za ciężką pracę nad wygładzaniem skóry w miarę systematycznie. Na szczęście różnorodność w rodzajach i formułach peelingów ostatnio pojawiających się na rynku zdecydowanie sprzyja takim leniuszkom jak ja. ;)
Uwielbiam testować nowości, a peelingi ostatnimi czasy przybierają bardzo ciekawe postacie. Muszę przyznać, że te wszystkie ciekawostki jak peelingi solne, cukrowe, kawowe bardzo mi się podobają.
Peeling, który jest bohaterem dzisiejszego wpisu to kawowy peeling cukrowy do ciała Nacomi.


Rarytas dla wszystkich kobiet, ponieważ łączy w sobie dwie cudowne cechy: niesamowicie realny zapach kawy (ja bym nawet zaryzykowała stwierdzenie, że to kawa latte) oraz działanie ujędrniająco-antycellulitowe. Czego my, kobiety, możemy chcieć więcej od kosmetyku? ;)


Nie da się ukryć, że skład peelingu jest jego największym atutem.

Sucrose, Butyrospermum Parkii Butter, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Coffea Arabica Seed Powder, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Tocopheryl Acetate, Parfum.

Mamy tu:
Sacharozę - naturalne kryształki dobrze oczyszczają skórę  oraz walczą z cellulitem i niedoskonałościami.
Olej Macadamia - bogaty w witaminy A i E działa ujędrniająco, antycellulitowo i nawilżająco. Radzi sobie nawet z bliznami i rozstępami.
Masło Shea - mamy tu naturalną formułę masła, w związku z czym działanie masła jest trwałe i długofalowe. Zawiera witaminy A, E, F . Nawilża, ujędrnia i odbudowuje.
Organiczny Olej Kokosowy - jest tu certyfikowany, nierafinowany olej pochodzący z Filipin. Działa nawilżająco i regenerująco.
Ziarna Kawy Arabica - zmielone ziarna kawy złuszczają i wspomagają wnikanie aktywnych substancji w głębsze warstwy skóry.
Sama natura!



Kosmetyk jest dodatkowo zabezpieczony wieczkiem z takim małym haczykiem i łatwo się do niego dostać.


Peeling ma konsystencję mokrego, ubitego piasku. Kryształki cukru, ziarenka kawy i olejowa baza powodują, że łatwo i wygodnie rozsmarowuje się on po skórze. Producent zaleca uzależnić siłę tarcia od wrażliwości skóry, a tam gdzie mamy cellulit  i zrogowacenia trzeć mocno i śmiało. ;)
Skóra po zmyciu peelingu jest natłuszczona i nie wymaga stosowania dodatkowego kosmetyku. Muszę przyznać, że w porównaniu do innych peelingów cukrowych i kawowych, które do tej pory stosowałam ten zostawia zdecydowanie bardziej natłuszczoną skórę. Oczywiście nie powoduje to żadnego dyskomfortu po wyschnięciu, ale dla osób z suchą skórą może to być pożyteczna informacja, bo skóra jest naprawdę mega nawilżona i natłuszczona.



Pomimo popularności obecnie na rynku kosmetycznym peelingów cukrowych i kawowych, peeling Nacomi ma kilka atutów, dzięki którym uzyskuje przewagę nad pozostałymi. Należą do nich: niesamowity, wyjątkowy zapach; bardzo dobry, naturalny skła; niska cena (16,50); wyjątkowo mocne nawilżenie skóry po aplikacji plus potencjalne działanie antycellulitowe (ale żeby to ocenić potrzeba jednak więcej czasu.) ;)
Ja ten peeling bardzo polubiłam i myślę, że z czystym sumieniem mogę polecić.

poniedziałek, 20 marca 2017

VIS PLANTIS BASIL ELEMENT | MASKA PRZECIW WYPADANIU WŁOSÓW BAZYLIA+ARGAN


Dzisiaj przychodzę z kosmetykiem, który znacząco wyróżnił się w pielęgnacji moich włosów, a włosy muszę przyznać mam trudne. Są cienkie, przetłuszczające się i na dodatek wypadające. Niestety mało który kosmetyk do włosów jest w stanie im pomóc i poprawić ich stan. Niedawno jednak miałam okazję przetestować nowość marki 
Vis Plantis - maskę wzmacniającą przeciw wypadaniu włosów Bazylia +Argan z serii Basil Element.  



W skład serii wchodzą: szampon, odżywka, maska i mleczko w sprayu. Linia jest ukierunkowana na włosy słabe, wypadające (z przyczyn środowiskowych jak również genetyczno-hormonalnych), a nawet pomaga w problemie łysienia androgenowego. Głównym składnikiem kosmetyków z serii Basil Element jest wyciąg z korzeni włośnikowych bazylii, pozyskiwany za pomocą metody biotechnologicznej, stosowanej do tej pory głównie w farmacji.
Maska dodatkowo zawiera olejek arganowy, który przenikając do włosa zamyka łuski przeciwdziałając rozdwajaniu się końcówek. Otulając włos od zewnątrz wygładza powierzchnię włosa i zatrzymuje wilgoć, co zwiększa ich miękkość i elastyczność.  

Maskę tę dostałam w styczniowym pudełku BeGlossy. Produkt całkowicie mi nieznany, marka też, ale wzięłam się od razu za testowanie, ponieważ zachęciło mnie to przeciwdziałanie wypadaniu włosów. ;)



Maska ma konsystencję rzadkiego budyniu, trzeba uważać przy aplikacji. Zapach ma ziołowy podbity czymś mdłym, słodkawym. Nie pachnie pięknie, ale jakoś się przyzwyczaiłam i w zasadzie nie przeszkadza mi to. 
Producent zaleca stosować maskę 2 razy w tygodniu i podczas aplikacji wmasowywać kosmetyk w skórę głowy prze 3-4 minuty. Nie zawsze jest to wykonalne, 3-4 minuty to kawał czasu, ale staram się za każdym razem poświęcić temu przynajmniej 2 minuty. 
Włosy po spłukaniu maseczki są gładkie, miękkie, sypkie, no cudo! Rozczesują się rewelacyjnie, grzebień idzie jak po maśle. ;) Pomimo stosowania wielu masek działających podobnie, po żadnej włosy jeszcze nie były aż tak sypkie i łatwe do rozczesania.
Włosy po wyschnięciu są gładkie, ułożone, lekkie. Mam także wrażenie, że po maseczce włosy są dłużej świeże, przynajmniej o pół dnia, a żaden z kosmetyków mających to robić nigdy tego nie robił.
Co więcej, któregoś dnia zauważyłam, że na grzebieniu nie zostaje tak dużo włosów jak do tej pory. Nie obłażę we włosy, nie sypią mi się dookoła jak to zazwyczaj bywało po umyciu pierwszego dnia. Chyba jednak działa! :)

Po upływie prawie dwóch miesięcy muszę stwierdzić, że jestem bardzo zadowolona z efektów działania tej maski i mam zamiar kupić sobie również szampon i odżywkę z tej serii. 
Wam także szczerze polecam! :)

sobota, 18 marca 2017

MARCOWE BE GLOSSY




Hej, hej :)
Witam Was ze świeżym pudełeczkiem Be Glossy w rękach. :)
Marcowa edycja została nazwana Birthday Edition, ponieważ w marcu tego roku mija 5 lat od kiedy pierwsze pudełko Glossy wystartowało do kobiet.
Czy z tej okazji pudełko było wyjątkowe? Przyjrzyjmy się jego zawartości. ;)



Zacznijmy od produktów, których obecność BeGlossy ujawniło na stronie zachęcając tym samym do subskrypcji pudełka.



Vichy Idealia, energetyzujący krem wygładzający, miniatura 15 ml.

Idealia to linia pielęgnacyjna z aktywnymi ekstraktami o działaniu energetyzującym. Zawiera wyciąg z czarnej herbaty i Adenozynę połączoną z polifenolami z jagód o właściwościach antyoksydacyjnych oraz wodę termalną z Vichy bogatą w 15 minerałów. 
Krem ma nawilżać i rozświetlać, wyrównywać koloryt, wygładzać pierwsze zmarszczki i zmniejszać pory. Same cuda, wprost dla mojej cery ;). Zobaczymy, jak zadziała, ale z tego produktu jestem zadowolona.


Beaver Professional, mgiełka odżywczo-nawilżająca, miniatura 50 ml.

Mgiełka, która zmiękcza i zmniejsza skalę zniszczeń włosa. Zamyka wilgoć wewnątrz włosów. Utrzymuje połysk i energię cały dzień. Użyta przed stylizacją pomaga utrzymywać miękkość i połysk. Ten produkt też jest według mnie na plus.


Himalaya Herbals, odżywczy krem do twarzy, ciała i rąk; produkt pełnowymiarowy 50 ml.

Krem nawilża, odżywia i chroni. Nie pozostawia tłustej warstwy. Regularnie stosowany ujędrnia i wygładza skórę. Z tego produktu nie jestem zadowolona. Tani, byle jaki produkt z byle jakim składem. Nie pasuje do idei BeGlossy. :/  I jeszcze do wszystkiego; do twarzy, ciała i rąk. Hm, trochę nie rozumiem takich produktów, no ale wstępnie mu się przyjrzę i spróbuję przetestować.



Skinlite, 2-etapowy zabieg ujędrniający na podbródek V-line, produkt pełnowymiarowy.

Jest to dwuetapowy program regenerujący skórę złożony z żelowego płata oraz liftingująco-ujędrniającego serum. Ampułka ujędrnia skórę i jednocześnie ułatwia wchłanianie zawartych w żelowym płacie składników aktywnych, które liftingują i uelastyczniają skórę, a także poprawiają mikrokrążenie. Ta maska również wpasowała się w moje preferencje. Ostatnio wszelakiego rodzaju maski stanowią centrum moich kosmetycznych zainteresowań. ;)



Cosmepick, eyeliner, produkt pełnowymiarowy.

Najbardziej charakterystyczne cechy tego produktu to formuła long lasting i wysoko nasycony pigment. Szybko zasycha i łatwo się aplikuje dzięki specjalnemu (cienkiemu, jak już zbadałam) pędzelkowi.
Z tego kosmetyku jestem zadowolona, akurat eyelinery mi się pokończyły, więc z chęcią przygarnę i przetestuję.



Auriga, serum Flavo-C, miniaturka 3 ml.

Unikalna formuła serum łącząca w sobie siłę 8% witaminy C i 30% wyciągu z Ginkgo Biloba stymuluje syntezę kolagenu i elastyny, rozjaśnia skórę i ujędrnia. Z tego kosmetyku bardzo się cieszę, planowałam jego zakup już dawno temu skuszona opiniami, tylko dlaczego jak już jest coś porządnego to takie malutkie? :/



I próbki. 

Orphica Pure, serum pod oczy. Intensywnie ujędrnia i regeneruje, poprawia koloryt i delikatnie rozświetla, fajny skład.
Calvin Klein, Eternity Intense Woman. Zapach bazujący na kultowym oryginale sprzed lat, aczkolwiek w efekcie zupełnie inny; pudrowo-waniliowy na tle drzewa sandałowego. Cieszę się, że mogłam przetestować (uwielbiam nowości w perfumach!), ale ten zapach akurat totalnie nie jest w moim guście.
Farmona, krem odbudowujący i rozjaśniający z wit.C.
Auriga, krem na zaczerwienienia.
Przyznam, że bardzo się cieszę z dodatkowej obecności próbek, zawsze można posmakować nowości. ;)

Osobiście z zawartości pudełka jestem zadowolona, ponieważ większość produktów wpasowała się w potrzeby mojej cery, chociaż jak zawsze te fajne rzeczy są w mikroskopijnych gramaturach.
A jak Wam się podoba aktualna edycja?