niedziela, 29 listopada 2020

DENKO LISTOPAD 2020

 Hej, hej :)

Denko listopadowe okazało się bardzo skromne w przeciwieństwie do październikowego, no ale tak to bywa, równowaga w przyrodzie musi być. Skoro dużo kosmetyków pokończyło mi się w zeszłym miesiącu to teraz trwa proces wykańczania kolejnych. Zapraszam zatem na kilka minirecenzji. :)


Zacznijmy od ciała. :)


Avon, Senses,  Romantic L'amour, shower gel. Pięknie i elegancko pachnący żel pod prysznic z serii Perfume Collection. Uwielbiam żele z tej serii! Ten, pachnący różą, irysem i ambrą przypominał mi perfumy Coco Mademoiselle Chanel. Oby Avon robił takich więcej!

Avon, Rare Pearls, body lotion. Perfumowany balsam do ciała z linii zapachowej o tej samej nazwie. Zapach elegancki, mydlano-kwiatowy, działanie również bez zarzutu.


Olivia Pum, olejek do demakijażu. Cudowny olejek! Skuteczny, dobrze zmywa makijaż, łagodny (nie szczypie w oczy) i w 100 % naturalny. To już mój kolejny egzemplarz. Szczegółowo opisałam go w recenzji TU.

BasicLab, Esteticus, peptydowe serum pod oczy. Bardzo fajny kosmetyk pod oczy z 10% argireliną i kofeiną. Serum ma postać żelowej zawiesiny. Fajnie nawilża, wygładza i ujędrnia okolice oczu. Większych zmarszczek w tej okolicy nie posiadam, tylko mimiczne, ale serum udało się tę strefę dodatkowo wygładzić i jestem bardzo zadowolona.

Filorga, Time-Filler, Absolute wrinkles smoothing cream. Przeciwzmarszczkowy krem na dzień z kwasem hialuronowym i peptydami. Jest dosyć treściwy, ale szybko się wchłania i w efekcie skóra nie jest tłusta ani kleista, tylko mięciutka, miła w dotyku i nawilżona. Bardzo przyjemny krem.

Avon, 5 In One, Lash Genius Mascara. Naprawdę fajny tusz do rzęs. Pogrubia, wydłuża i rzęsy są faktycznie widoczne. Wydają się być bardziej wyraźne i czarne niż przy przeciętnym tuszu. Dałabym mu 4+. ;)

*

To wszystkie moje zużytki. Jak widać z każdego byłam zadowolona i każdy jest godny polecenia. A Wy ? Znacie te produkty? Macie takie samo zdanie o nich?

niedziela, 22 listopada 2020

CAOLION | Premium Hot & Cool Pore Pack Duo

Hej, hej :)

Nadszedł weekend, więc czas na to aby odpocząć i poświęcić sobie trochę więcej czasu. Ja w  tym tradycyjnie sięgam do pudła z maseczkami. :) Tym razem postawiłam na maseczkę dwuetapową, gdzie najpierw rozgrzewamy i oczyszczamy cerę, a potem chłodzimy i zwężamy pory. Ta maska to Premium Hot & Cool Pore Pack Duo koreańskiej marki Caolion.

Moja dwuetapowa maska mieści się w saszetce, aczkolwiek można tę maskę dostać też w większym rozmiarze w słoiczkach. Pierwsza, czerwona część ma za zadanie rozgrzewać i otworzyć pory, aby następnie je oczyścić. Zawiera pył węglowy, który pochłania nadmiar sebum oraz 100% wodę gazowaną, która działa nawilżająco. Druga, niebieska część ma działanie chłodzące, którym zwęża i zamyka pory, jednocześnie kojąc i rewitalizując skórę. Zawiera wodę z alaskijskiego lodowca o działaniu zatrzymującym wilgoć w skórze.

Maska rozgrzewająca ma postać szarej mazi (to glinka) i zatopione są w niej drobinki peelingujące. Nakładamy ją na 5-10 minut, a przez pierwsze 1-2 minuty zaleca się masować skórę drobinkami. Maska faktycznie rozgrzewa, ciepło czuć nawet jak włoży się w nią palce w saszetce. Zmyć ją należy chłodną wodną. Moja twarz była po niej lekko zaróżowiona, więc wrażliwe cery powinny być ostrożne ( w końcu jest tu podgrzanie i rozszerzenie naczynek + mechaniczne tarcie). Pomimo zaróżowienia skóra była bardzo dobrze oczyszczona.


Część chłodząca ma postać białej pasty (tu też mamy oczywiście w składzie glinkę). Nakładamy ją na suchą skórę i trzymamy 10-15 minut. Maska chłodzi (nawet dosyć mocno na początku) i pachnie lekko mentolowo. Zmywamy ją letnią wodą, gdyż już przy zmywaniu robi się bardzo zimno. ;) Po zmyciu drugiej części cera jest bardzo gładka i bardzo dobrze oczyszczona. Myślę, że maska jest fajnym produktem, w szczególności dla cery przetłuszczającej się, problemowej lub zanieczyszczonej. 

*

Mieliście do czynienia z maskami dwuetapowymi? :)

Według mnie to fajny pomysł, a często też przy wieloetapowych maskach zauważam większą skuteczność.

sobota, 14 listopada 2020

TEAOLOGY | WHITE TEA FACE PERFECTING FINISHER

 Hej, hej :)

Krem do twarzy to niezwykle ważny element pielęgnacji. O skórę twarzy szczególnie dbamy, w końcu jest to nasza wizytówka. :) Nic więc dziwnego, że wyjątkowo starannie dobieramy pielęgnację i przykładamy wagę do kosmetyków jakie na skórę twarzy nakładamy. Ja przyznam, że coraz większą uwagę poświęcam kosmetykom do twarzy i jestem coraz bardziej wymagająca w tym względzie. Z ogromną ciekawością poznaję i testuję kremy do twarzy o dobrym składzie i obiecującym działaniu. A jak jeszcze idą za tym zadowalające efekty to już w ogóle satysfakcja w pełni. :)


Krem, który jest bohaterem dzisiejszego wpisu to White Tea Face Perfecting Finisher włoskiej marki Teaology. Markę poznałam na targach Beauty Forum i miałam okazję poznać kilka produktów. Dla kosmetyków marki Teaology szczególne jest to, że zamiast wody w składzie znajdziemy 100% wysoko oczyszczonego naparu z herbaty bogatego w polifenole. Składem aspiruje do kosmetyków naturalnych i nie ma w nim parabenów, parafiny, SLS, SLES, syntetycznych barwników czy formaldehydu. Brzmi świetnie i większość kosmetyków Teaology prezentuje się kusząco, ale najbardziej zainteresował mnie krem Face Perfecting Finisher, który poprzez zawartość pigmentów nadaje skórze delikatny koloryt pozostawiając na niej efekt muśnięcia słońcem. 

White Tea Face Perfector Finisher zawiera napar z białej herbaty mający działanie silnie antyoksydacyjne i przeciwstarzeniowe oraz kwas hialuronowy mający działanie nawilżające. Oprócz tego krem zawiera pigmenty rozświetlające, a dzięki innowacyjnej technologii rozpraszającej światło pomaga ukryć niedoskonałości cery. Skład i działanie upiększające (rozświetlenie i ujednolicenie kolorytu) zachęciło mnie do tego kremu.

Po otwarciu szklanego słoiczka widzimy perłową maź. ;) Ma kolor beżowy, zbliżony do odcienia skóry i posiada rozświetlające pigmenty. Nie widać drobinek, krem jest bardziej perłowy, satynowy. Zapachu nie posiada żadnego, a konsystencją i wyglądem przypomina podkład w kremie albo krem BB. Po aplikacji czuć orzeźwienie i nawilżenie, łatwo się rozciera, szybko wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy, raczej matową, o ile da się tak powiedzieć o produkcie rozświetlającym. :D Skóra nie błyszczy jak po tłustym kremie, ma raczej satynowe wykończenie i naturalne rozświetlenie.

Tutaj na ręce jest pokazana duża ilość produktu, ale jak się rozetrze rozświetlenie jest bardzo subtelne i zdrowe.  Twarz wygląda zdrowo, świeżo i młodo, jakby bił z niej wewnętrzny blask.

Ja jestem tym efektem zachwycona. :) Troszkę podchodzi pod krem BB. Nie kryje, lekko ujednolica, ale jednocześnie wygląda jakby twarz nie potrzebowała już nic więcej. Jest rozświetlona i odświeżona. Mnie szkoda ten efekt przykrywać, więc jak mogę sobie na to pozwolić kończę tylko na tym kremie. ;)

*

Znacie jakieś produkty marki Teaology? Ja trochę ich poznałam dzięki próbkom i muszę powiedzieć, że oferta marki mnie ciekawi. :)

niedziela, 8 listopada 2020

NOWOŚCI PAŹDZIERNIKOWE

 Hej, hej :)

Jak zawsze na początku miesiącu przychodzę do Was z moimi nowościami kosmetycznymi. Ostatnio było u mnie pod tym względem bardzo skromnie, bo i zapasy były, i brak konkretnych potrzeb... Ale w tym miesiącu nadrobiłam brak szaleństw kosmetycznych  i jest o czym pisać. ;)


A zakupy październikowe zaczęły się od cudnego produktu, który skupia w sobie 25 kosmetyków i na który czekam cały rok. :D 


Wybór kalendarza adwentowego jest trudny, bo mam duże wymagania w tej kwestii. ;) Chciałabym, żeby to były kosmetyki z różnych kategorii, różnych marek i to takich, które lubię i chciałabym wypróbować, a których jeszcze nie miałam. ;D Co roku mam coraz fajniejszy kalendarz i co roku jest trudniej, bo trzeba znaleźć jeszcze fajniejszy. :D 

Tym razem znalazłam to czego szukałam w kalendarzu Sephory. Sephora ma kilka kalendarzy i ten z ciekawymi markami Sephory jest bardzo atrakcyjny i do tego bardzo drogi, ale udało mi się go kupić w promocji. ;P I teraz nie mogę doczekać się grudnia. :D


Estēe Lauder. Jako, że skończył mi się mój ulubiony podkład Double Wear, musiałam zamówić kolejny. Najlepiej cenowo wychodzi na stronie Estee Lauder ( z promocją). Do zamówienia są dodawane jak zwykle miniatury. Wybrałam serum nocne Advanced Night Repair i mój ulubiony krem na dzień Revitalizing Supreme+ Global Anti-Aging Cell Power Creme.


Notino. Nie mogłam sobie też odmówić zakupu w ulubionej kategorii. ;) Boucheron Quatre En Rouge poznałam już jakiś czas temu, więc jak trafił się w dobrej cenie na Notino to skorzystałam. Jest to zapach elegancki, zmysłowy i ciepły. Zaczyna się bergamotką i różą, ma w sobie też wyczuwalne nuty maliny, czarnej porzeczki, paczuli i na koniec oddaje ciepło i słodycz poprzez piankę marshmallow i piżmo. 


Sephora. Tu nie mogłam się oprzeć paletce rozświetlaczy Hourglass Ambient Metallic Strobe Lighting Palette. Przepiękne są te rozświetlacze! A jako, że jestem już posiadaczką palety z pudrem, bronzerem i różem, z której jestem mega zadowolona i do marki pałam ogromną sympatią to przy takiej okazji cenowej - 40% nie opierałam się. ;) Chwyciłam też antybakteryjny żel do rąk Merci Handy Glitter Fever. Już go lubię. Pięknie pachnie moimi ulubionymi perfumami i nie klei się po aplikacji.


Semilac. Skusiłam się również na uzupełnienie mojej hybrydowej kolekcji. Pastelowy róż Pink Smile 056 kupuję po raz kolejny, to u mnie niezbędny kolor, do którego często wracam. Skusiłam się również na delikatny, ciepły, pudrowy róż Powder Pink 272 i lśniący drobinkami Rose Gold Shimmer 293. Do 3 lakierów można było dostać bazę Semilac Base za 5 zł.

Yves Rocher. Comiesięczna wizyta z ulotką. :D Uwielbiam olejki z subtelnymi drobinkami złota, więc skorzystałam z ostatniego dzwonka i zakupiłam ten olejek do ciała Monoi de Tahiti. Do kompletu dołączył żel pod prysznic do ciała i włosów Monoi de Tahiti o takiej samej nucie zapachowej. Uwielbiam ten zapach! To zapach słońca! Gardenia tahitańska i bursztyn, to jest to co wyczuwam. Do zakupów dodawany był tusz do rzęs Sexy Pulp.


Blogmedia. Konferencje Meet Beauty uwielbiam! W tym roku, ze względu na specyficzną sytuację pandemiczną spotkanie odbyło się online, ale okazało się niesamowicie energetyzującym i ciekawym wydarzeniem. Była też paczuszka z prezentami od sponsorów. Od marki Uzdrovisco mam fitoaktywny tonik - esencję, fitodzującą ampułkę booster oraz fitodozujący wieczorny krem redukujący zmarszczki. Od marki Biovax jest tu maska intensywnie regenerująca i oczyszczający szampon octowy. 

Był jeszcze suplement dietetyczny, mieszanka energetyczna od marki Terranova Maca i Reishi, ale jakoś zapomniałam dodać ten preparat do zdjęć. ;)

*

I to wszystkie moje nabytki miesiąca. :) Znacie któreś z nich? A może coś Was szczególnie interesuje?

niedziela, 1 listopada 2020

DENKO PAŹDZIERNIK 2020

  Hej, hej :)

Witam z denkiem kosmetycznym jak co miesiąc. Tym razem w przeciwieństwie do poprzedniego miesiąca denko jest dosyć okazałe. ;) Dużo kosmetyków zakończyło swój żywot właśnie akurat w październiku. A już myślałam, że nigdy się nie skończą. :D  Zapraszam Was zatem na zestawienie moich kosmetycznych mini recenzji. 

Myjadła wszelkiego rodzaju. :)


Vis Plantis, szampon do włosów cienkich i pozbawionych objętości. Szampon zawiera wyciąg z czarnuszki, lnu i bawełny. Jest delikatny i przeznaczony jest do codziennego stosowania. Bardzo fajnie stosowało mi się go na co dzień. Pachnie ładnie, świeżo i wiosennie, a włosy były gładkie, nawilżone, zdrowe i dobrze się rozczesywały.

Biolaven, płyn micelarny. Płyn ten zawiera olej z pestek winogron i olejek lawendowy. Jest to mój ulubiony płyn micelarny; delikatny i jednocześnie skuteczny. Mój ulubieniec w tej kategorii. Recenzja ze szczegółami TU

Balea, Cocos Ananas, żel pod prysznic. Fajny żel na lato o zapachu tropikalnym. Więcej tu moim zdaniem ananasa niż kokosa, ale generalnie dosyć przyjemny zapach.

Avon Senses, Hula Hula Hibiscus, żel pod prysznic. Z tego żelu byłam bardzo zadowolona. Ładnie, landrynkowo pachniał (w opisie hibiscus i passiflora), a w użytkowaniu również dobrze się sprawdzał. Co tu dużo gadać, lubię te żele. ;)


Mades Cosmetics, Body Milk, Fruity. Mleczko do ciała o ładnym owocowym zapachu (w kierunku owoców leśnych). Mało popularne i dostępne w kilku drogeriach, ale całkiem przyjemne w użytkowaniu pozostawiające skórę miękką i nawilżoną.

The Body Shop, Tea Tree Skin Clearing Clay Mask. Rewelacyjna maseczka z glinką i olejkiem z drzewka herbacianego. Świetnie działa na skórę problemową, wycisza rosnące pryszcze i pomaga szybciej zejść z twarzy tym już istniejącym. Dla mnie najlepsza maska na niedoskonałości, nie raz mnie już uratowała i stacjonuje ona u mnie na stałe.  

The Body Shop, Moringa Body Butter. Miniatura masełka z wyciągiem z moringi. To też jeden z moich ulubieńców :). Pięknie pachnie świeżo-słodko-kwiatowo, cudnie nawilża skórę i kupuję to masło regularnie.

Bania Agafii, maska dziegciowa oczyszczająca. To również świetna maska do cery problemowej. Bardzo dobrze oczyszcza, pięknie matuje i odświeża cerę.

Duetus, tonik do twarzy. Tonik do cery przetłuszczającej się, z kategorii unisex, czyli mogą z niego korzystać również męskie cery. ;) Ten tonik to również mój ulubieniec wśród toników i kupuję go regularnie. ;) Nie ściąga cery, skóra nie lepi się po nim, ma świetny i naturalny skład.


I wszelkie kremy, kremiki do rąk. Te stosowane w domu na noc i te noszone w torebce. Długo się używały i w końcu wykończyłam niedobitki.

The Body Shop, Coconut Hand Cream. Mały, poręczny kremik do torebki. Na użytek dzienny jest wystarczający, kiedy potrzebujemy natychmiastowego nawilżenia, zniwelowania dyskomfortu i szybkiego wchłaniania. Długotrwałe i mocne działanie to nie jego rola. Pachnie ładnie dla zwolenniczek kokosowego aromatu. Ja się do nich nie zaliczam, więc męczył mnie po jakimś czasie.

Yves Rocher, Tropicale Tentation, Hand Cream. Podobnie działający kremik o zapachu tropikalnym, wspólnym dla tej linii zapachowej. Nie można powiedzieć, że jest zły. Średniak, ale na działanie dzienne jest wystarczający.

Duft & Doft, Pink Breeze, Nourishing Cream. Kolejny, jeszcze mniejszy, kremik do torebki. :D  Bardzo lubię kremiki tej marki. Dobrze nawilżają i pięknie pachną. Ten akurat pachnie świeżo i wiosennie. Przetestowałam ich kilka i opisywałam je w szczegółach TU.

Douglas, Home Spa, Seathalasso. Nawet fajny kremik o lekkiej, żelowej konsystencji, dobrym działaniu nawilżającym i morskim zapachu. 

Jorgobé, Hand Cream. Ten krem uwielbiałam. Lekka, mleczna konsystencja i śliczny świeży zapach. Szybko się wchłaniał, dając odczucie aksamitnie miękkiej skóry i super nawilżał. Od razu po nałożeniu było czuć jakby skóra piła wodę. 


Mamy tu też trochę kolorówki. ;) I znowu ulubieńcy. :)

Estee Lauder Double Wear, Stay-in- Place Makeup. Mój ulubiony podkład. Bardzo dobrze kryje, wygładza strukturę twarzy, robi mi photoshopa na twarzy, cały dzień na niej siedzi bez ścierania się, a ja w dodatku go nie czuję. Jest idealny dla mnie. Zachwyciłam się nim 4 lata temu i nic mu na razie nie jest w stanie dorównać, a opisałam go wtedy TU.

Dior, Lip Glow, Berry. Balsam nawilżający do ust dający subtelny kolor i połysk. Zakochałam się w tych balsamach i skusiłam się też na inne kolory. Pomadka przede wszystkim dobrze pielęgnuje usta, a poza tym daje ładny, subtelny, zdrowy połysk. Połączenie pielęgnacji, koloru i połysku. Całość daje wyjątkowy efekt, dlatego sięgnęłam po kolejne.

Pai, Rosehip Bioregenerate Oil. Olejek do twarzy, który ze względu na jego konsystencję stosowałam na noc. Skóra po nim była odżywiona, miękka i zdrowo wyglądająca. Pamiętam, że byłam z niego zadowolona. 

Sunday Riley, C.E.O, Vitamin C Rapid Flash Brightening Serum. Serum z wit.C o konsystencji lekkiej emulsji. Stężenie wit.C to 15%. Przyjemnie mi się je używało , starczyło na długo, więc jest bardzo wydajne. Po okresie stosowania serum zauważyłam gładką i bardziej energiczną cerę. Nie mam pewności czy to jego zasługa, ale w sumie nic nowego w ostatnim czasie nie stosowałam, więc jest taka możliwość. ;)

*

Tak oto przedstawia się banda moich zużytków. Ze wszystkimi rozstałam się w przyjaźni jak widać, żaden mnie nie rozczarował. Same fajne kosmetyki. 
A może mieliście do czynienia z którymś z nich? 

wtorek, 27 października 2020

ANWEN | SHAKE YOUR HAIR

Hej :)

 Zazwyczaj przychodzę tu do Was z kosmetykami, natomiast dzisiaj, dla odmiany mam produkt niekosmetyczny, aczkolwiek również jak najbardziej związany z urodą. :) W czasie gdy  postanowiłam wziąć się poważnie za pielęgnację włosów i szperałam w szamponach i odżywkach mających poprawić ich stan oraz wygląd, w oko wpadł mi specyfik działający na włosy od wewnątrz. Zaciekawiona pomyślałam sobie, że spróbuję i tym sposobem zakupiłam sobie suplement do włosów Shake Your Hair Anwen.

Shake Your Hair to suplement diety zawierający składniki kluczowe dla zdrowia, kondycji i wyglądu włosów. Są to m.in.: cynk, biotyna, selen, miedź, krzem, witaminy z grupy B i witaminę C, hydrolizat kolagenowy, L-metioninę, L-cysteinę.


Koktajl ten jest zamknięty w przyjemnej dla oka matowej puszce (piękna puszeczka, naprawdę!), która mieści w sobie 360 g preparatu.Suplement  ma postać proszku w kolorze jasnożółtym. W środku jest też miarka do odmierzania preparatu, a zalecana dzienna dawka to 4 miarki na 200 ml wody. Mnie jedna puszka starczyła na 1,5 miesiąca.

Według opisu suplement ma smak owocowy, ja rozpoznaję w nim nawet smak ananasowy. Jest przyjemny, ale też bardzo, bardzo słodki. 

Jak zadziałał na moje włosy?

Po pierwszym opakowaniu nie zauważyłam różnicy, ale pomyślałam sobie, że 1,5 miesiąca to za mało, żeby zaszły jakieś zmiany we włosach. Po dwóch opakowaniach muszę przyznać, że zauważyłam małe zmiany. Pojawiło się trochę nowych baby hair i fryzura nieco się zagęściła, ale w małym stopniu. Oceniłabym to na jakieś 10-20%. Domyślam się, że u każdego może to wyglądać inaczej i każdy organizm reaguje indywidualnie. Przy moich cienkich i rzadkich włosach takie 10-20% to pewnie wyczyn. ;) Nie spodziewam się w tej materii cudów. :D

*

Ciekawa jestem czy miałyście do czynienia z tym preparatem? Jakie efekty daje na innych włosach?

niedziela, 18 października 2020

NOWOŚCI WRZEŚNIOWE

 Hej, hej :)

Tradycyjnie wraz z początkiem nowego miesiąca zapraszam Was na moje nowości kosmetyczne. Ostatnio nie robiłam takiego wpisu, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie miałam nowości. :D Z racji nie topniejących jednak zapasów kosmetycznych i braku potrzeb najzwyczajniej w świecie zrobiłam sobie przerwę w zakupach kosmetycznych. Ostatnie moje nabytki kosmetyczne również występują w bardzo malej ilości, ale postanowiłam się nimi jednak podzielić. Zapraszam na mały przeglądzik. ;)


Jak widać zawartość koszyczka jest skromna  i mamy tu głównie artykuły pierwszej potrzeby.

Rossmann. Tutaj szczęśliwie moje potrzeby spotkały się z promocją. :D Potrzebowałam żelu do twarzy oraz toniku, i akurat moi ulubieńcy w tej kategorii stali na promocji. Żel myjący do twarzy i tonik do twarzy Duetus świetnie i skutecznie sprawdzają się w pielęgnacji nie ściągając przy tym skóry. Oprócz dobrego oczyszczenia dbają o zachowanie bariery lipidowej. Odżywkę do włosów cienkich Densify Garnier Fructis dokupiłam do szamponu, który, o dziwo, fajnie się sprawdza przy tych moich cienkich włosach.


Yves Rocher i comiesięczna wizyta z ulotką. :D W tym miesiącu do zakupów dodawany był płyn micelarny Anti-pollution + Detox Elixir Jeunesse, a zakupiłam czarną kredkę do oczu Crayon Kôhl Noir. 

Avon. Mój ostatni nabytek to odmładzająca kuracja w postaci 7 ampułek Anew Skin Reset Plumping Shots. Ampułki są polecane i chwalone, postanowiłam zatem i ja je wypróbować. Wiem, że seria Anew potrafi pozytywnie zaskoczyć, więc mam nadzieję, że będę zadowolona. :)

*

W tym miesiącu tylko tyle. ;) Znacie któreś z tych kosmetyków?